poniedziałek, 27 lipca 2015

"Czerwona królowa"- Victorii Aveyard



Tytuł polski: Czerwona królowa
Tytuł oryginalny: The Red Queen
Autor: Victoria Aveyard
Tłumacz: Adriana Sokołowska-Ostapko
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 478


Wyobraźcie sobie świat, w którym ludzie są podzieleni na „lepszych” i „gorszych”. Ci „lepsi” mają nadprzyrodzone zdolności, należą do znanych rodów, ich bogactwo mogłoby wykarmić cały kraj, a wyróżnia ich… kolor krwi. Srebrny. Oznaka dobrego urodzenia, siły i potęgi. Z łatwością mogą pokonać tych „gorszych”- większą część społeczeństwa, ludzi o czerwonej krwi, bez mocy i perspektyw na lepsze życie. Czerwoni pracują w pocie czoła na swoje życia, podczas, gdy Srebrni uczestniczą w wystawnych balach, kolacjach organizowanych w zamku i pokazach brutalnych pojedynków na arenie.
Ale co się stanie, gdy Mare- Czerwona dziewczyna, złodziejka, która za kilka miesięcy ma przymusowo odejść do wojska, odkryje w sobie potężne nadprzyrodzone zdolności? A jeśli zrobi to na oczach setek, a nawet tysięcy Srebrnych? Z pewnością nie ujdzie to uwadze wszystkich zebranych, w tym króla i królowej, którzy będą musieli zatuszować to, że Mare nie powinna być taka jak oni. Nie powinna być wyjątkowa. I dlatego musi stać się Srebrną. Od tego zależy nie tylko jej życie, ale i wielu Czerwonych.


„Bogowie nadal nami rządzą. Przybyli z gwiazd. I nie są już łagodni.”

Na „Czerwoną królową” polowałam już od dłuższego czasu, ale zawsze w ostatniej chwili pojawiała się inna książka, którą KONIECZNIE musiałam kupić. A jako że moja mama wyznaje przysłowie „co za dużo, to nie zdrowo”, poparcia i funduszy również brakowało. Jednak w końcu mi się udało! I już od kilku dni trzymam w swoich łapkach egzemplarz „Czerwonej królowej”. A nawet dwa! ;)

„Jestem dziewczyną z Czerwonych w gnieździe Srebrnych żmij i nie mogę sobie pozwolić na współczucie dla nikogo, a już na pewno nie dla syna najjadowitszego z gadów.”

Tradycyjnie, zacznę od bohaterów. Już na początek muszę się podzielić wspaniałą informacją: główna bohaterka nie była ani trochę irytująca! Przynajmniej według mnie. Od początku zyskała moją sympatię odwagą i oddaniem dla rodziny, przyjaciela oraz wszystkich Czerwonych. Ustaliła sobie cel i konsekwentnie do niego dążyła. Nie załamywała się i nie płakała w kąciku, niczym wystraszone dziewczynki z wielu serii, tylko zawsze stawiała czoło przeciwnościom i mimo strachu, znajdowała w sobie odwagę, aby kontynuować swoją misję.

„Przerobili mnie: Mare na Mareenę, złodziejkę na szlachciankę, bawełnę na jedwab, Czerwoną na Srebrną.”

Jeśli chodzi o dwójkę książąt, to przyznam, że ja- wielka miłośniczka romansów i wielu książkowych bohaterów i tym razem musiałam się zauroczyć. Ale nie oceniajcie mnie, każdy ma jakieś dziwne przyzwyczajenie, a moim jest zakochiwanie się w jakimś (zazwyczaj tym nieodpowiednim) męskim bohaterze, aby w każdej serii mieć jakiegoś „ulubieńca”. Tym razem padło na Mavena- przystojnego, młodszego księcia, który zawsze żył, jako cień swojego brata. Odkąd tylko się pojawił, wiedziałam, że będzie moim „faworytem” i do korony i do serca naszej Mare. Urzekł mnie dobrocią, odwagą i troskliwością, czyli cechami, które u Srebrnych nie występują. Bez wyjątku. Ponad to ulżyło mi, gdy przeczytałam, że jest lepszym od brata mówcą i wygrywa wszystkie „słowne potyczki”, bo najzwyczajniej w świecie mam dość książek, w których starszy brat musi być najlepszy we wszystkim (np. w „Klątwie tygrysa”). Jako że swojego „pupilka” wybieram raz, tak i teraz, mimo wszystko, pozostanie moim ulubionym bohaterem. Jednak skoro jesteśmy w temacie książąt, czas napisać coś o starszym bracie Mavena. Cal, jako przyszły król był świetnym wojownikiem, przykładem żołnierza i z pewnością byłby dobrym królem, gdyby nie jego nastawienie do Czerwonych. Nie był do nich uprzedzony, aczkolwiek jego przekonanie, że dla dobra państwa można poświęcić wielu żołnierzy, odrobinę mnie do niego uprzedziła. Koniec końców, okazał się naprawdę wspaniałym towarzyszem, przyjacielem i żołnierzem.

„Nie, to nie Cal mnie ocalił. To zasługa Mavena. Cień zapanował nad płomieniem.”

Na sympatię zasługuje również przyjaciel z dzieciństwa Mare. Kilorn- złodziej, a później również wojownik, zdeterminowany, aby wyzwolić kraj spod panowania Srebrnych. Za to osobą, którą znienawidziłam od samego początku była królowa. I to chyba nie jest zaskoczeniem dla osób, które przeczytały „Czerwoną królową”. Wredna, podła, bezlitosna, bezwzględna, okrutna, zła… mogłabym wymieniać tak cały wieczór. Elara to zdecydowanie najlepiej wykreowana antagonistka w tej serii (bo nie jest jedyna, niestety), której chyba jedynym celem w życiu jest spiskowanie. W czym jest naprawdę dobra.

„On naprawdę chce zobaczyć krew, krew Srebrnych, srebrzystą posokę na arenie.”

Jeśli chodzi o świat, w którym odbywa się akcja powieści, muszę przyznać, że autorka przemyślała każdy szczegół, a wszystko razem tworzy wręcz przerażającą wizję kraju z podzielonymi obywatelami. W jednym miejscu jest przepiękne miasto Srebrnych, a w drugim odgrodzone od świata miejsce przepełnione fabrykami i slumsami, w których mieszkają robotnicy.

„Masz rację, że mi nie ufasz. Nikt mi nie ufa. Z jakiegoś powodu moimi jedynymi przyjaciółmi są książki.”

Okładka „Czerwonej królowej” jest prosta, lecz przepiękna. Zdecydowanie, wstąpiła do mojej prywatnej Elity Okładek Książkowych. Gdy tylko kupiłam tę książkę, nie mogłam się na nią napatrzeć i zwlekałam z czytaniem chyba dwadzieścia minut. Ileż to przemyśleń może zapewnić widok korony, z której spływa czerwona krew?

„Jestem królem, a ty mogłaś być moją Czerwoną królową.”

Mimo wszelkich wspaniałości, nad którymi się tu rozpływam (wliczając Mavena), muszę przyznać, że książki nie czytało mi się lekko. To zapewne przez wiele długich opisów świata, przemyślenia głównej bohaterki i małą ilości dialogów. Bywało, że „Czerwona królowa” tak niemiłosiernie mi się dłużyła, że z żalem spoglądałam na ilość stron, które dzieliły mnie od zaskakującego zakończenia.

„Nie jestem głupiutką, beznadziejnie zakochaną dziewczynką.”

A zakończenie samo w sobie jest wielkim plusem. Kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a jeśli nawet to z pewnych przyczyn, starałam się odepchnąć od siebie myśl o takim końcu „Czerwonej królowej”. Największym zaskoczeniem jest dla mnie to, że finał książki wydawał mi się jednocześnie smutny i szczęśliwy, okropny i piękny, przygnębiający i wzruszający, lecz z pewnością był niesamowity.

„Wtedy ogarnia mnie uczucie, którego nie potrafię wytłumaczyć, coś, co jest wszystkim i niczym, światłem i ciemnością, gorącem i zimnem, życiem i śmiercią.”

„Czerwoną królową” polecam fanom dystopii i nadnaturalnych zdolności, lecz sądzę, że każdy mógłby zainteresować się tą pozycją, chociażby dzięki ukazanej walce o wolność i wartości w życiu każdego człowieka.
 
„Powstaniemy. Czerwoni niczym świt.”


Przepraszam, że ta recenzja wyszła taka długa! To pewnie przez to, że zaczęłam ją pisać w siedem minut po zakończeniu czytania książki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. ;)
I mam pytanie do tych z Was, którzy już czytali „Czerwoną królową”. Tylko zastanówcie się nad odpowiedzią! A oto one:
Gdybyście mogli dostać się do świata z tej książki i wybrać, czy być Srebrnym czy Czerwonym, co byście wybrali? I dlaczego?
No i tradycyjnie: wolicie Mavena czy Cala? Co Wam się najbardziej podobało? Zakończenie jest dobre, czy mogłoby być inne?

15 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka mnie kusi od dawna. Mam wrażenie, że wszyscy ją dookoła czytają tylko nie ja.
    W poprzednim komentarzu dodałam u ciebie skopiowaną recenzję. :)

    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To skoro kusi, trzeba ją w końcu przeczytać ;)
      Szczególnie dlatego, że na początku 2016 wychodzi w Polsce druga część :)

      Usuń
  3. Normalnie książka, która złamała mi w końcówce serce. Tak samo rozpływałam się jeśli chodzi o Mavena. Uwielbiam tę książkę i z niecierpliwością czekam na drugi tom, jak i na nowelki ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również końcówka złamała serce i dlatego napisałam, że była smutna, okropna i przygnębiająca, no ale nie można ignorować tego, że mimo wszystko skończyła się w miarę szczęśliwie ;)

      Usuń
  4. Pisanie od razu po przeczytaniu jest fajne, bo taka recenzja zawiera najwięcej emocji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego będę się starała pisać od razu po przeczytaniu ;)

      Usuń
  5. Też poluję na tę książkę w taki sam sposób ;D Są ważniejsze, inne, te które bardziej muszę mieć... No aeeellleeee... Może i w końcu ja trafię na tę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością szybko to nastąpi ;)
      Ja byłam pewna, że będę czekała rok zanim wreszcie kupię swój egzemplarz, ale okazało się, że wystarczył spacerek do księgarni, w której nie było żadnych książek, które by mnie zainteresowały, tylko "Czerwona królowa" :)

      Usuń
  6. tak...,,Czerwona Królowa" ...ileż czasu już ta książka za mną chodzi?sama nie wiem...dosyć długo! bardzo,bardzo chcę ją przeczytać! ma przepiękną okładkę! koniecznie muszę ją zdobyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, a już niedługo następna część! Nie mogę się doczekać! ;)

      Usuń
  7. Zazdroszczę Ci, że już przeczytałaś, ja planuję i planuję i niestety do tej pory się nie udało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka czeka na swoją kolej..:)
    Uwielbiam tę książkę:)
    A Ciebie zapraszam do wzięcia udziału w Celowaniu: http://tu-sie-czyta.blogspot.com/2015/05/celuj-w-zdanie-moj-debiut-wyzwaniowy.html,
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, gdy skomentujesz, podzielisz się ze mną swoją opinią dotyczącą danego postu. Lecz proszę, nie obrażaj nikogo :)