niedziela, 18 października 2015

"Ognisty tron"- Ricka Riordana



Tytuł polski: Ognisty tron

Tytuł oryginalny: The throne of fire

Autor: Rick Riordan

Wydawnictwo: Galeria książki

Seria: Kroniki rodu Kane

Ilość stron: 449


Uwaga: w recenzji mogą pojawiać się spojlery dotyczące części pierwszej!


Odkąd bogowie starożytnego Egiptu zostali wyzwoleni we współczesnym świecie, Carter Kane i jego siostra Sadie znaleźli się w tarapatach. Jako potomkowie Domu Życia Kane’owie są obdarzeni wyjątkowymi mocami, ale przebiegli bogowie nie dali młodym magom czasu na opanowanie choćby podstawowych umiejętności. A byłyby bardzo potrzebne – ich przerażający nieprzyjaciel, wąż chaosu Apopis rośnie w siłę. Jeśli w ciągu kilku dni nie zdołają zapobiec jego uwolnieniu, nastąpi koniec świata. Innymi słowy: zwykły dzień rodziny Kane’ów. Aby mieć jakiekolwiek szanse, rodzeństwo musi przywrócić do życia boga słońca Ra – to zadanie przekraczające wszystko, czego dokonał jakikolwiek mag. Och, nie wspomnieliśmy chyba, że nikt nie wie, gdzie Ra się znajduje. Krótko mówiąc: drugi tom „Kronik rodu Kane” to wspaniała przygoda.
- lubimy czytać

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie mam zielonego pojęcia, dlaczego tyle zwlekałam z przeczytaniem tej serii. Jest ona znacznie mniej doceniania od „Percy’ego Jacksona”, ale potencjałem być może nawet go przerasta!

„Było to tak samo nieprawdopodobne, jak to, że Ra i Apopis zostaną przyjaciółmi na Facebooku, ale nie odezwałem się więcej.”

Za każdym razem, gdy czytam książki, jest bohaterka, która mnie irytuje. W pierwszej części „Kronik rodu Kane” była nią Sadie, jednak w tej części zaczęła zachowywać się dojrzalej… o ile trzynastolatka może być dojrzała. Była świadoma tego, co może się z nią stać, jeśli nie uda jej się wykonać pewnego zadania, a mimo to, bez strachu i niepewności, szła ciągle naprzód, dążąc do osiągnięcia celu. Jej brat również się zmienił. Carter stał się odważniejszy i pewniejszy siebie, co było wyczuwalne nie tylko w każdej jego wypowiedzi, ale również zachowaniu. Starał się podnosić towarzyszy na duchu, mimo że sam również czasami miewał wątpliwości. Jedyne, co mnie zdenerwowało w rodzeństwie, to reakcja na wyznanie Walta – ucznia Kane’ów. Była zbyt załagodzona, a może nawet sztucznie pokazana, ale byłam skłonna przymknąć na to oko. Co do samego Walta… wiem, jak potoczy się jego historia w następnej części (och, ta moja niepohamowana ciekawość!), więc wolę się na razie nie wypowiadać w tym temacie. Przyznam tylko, że dzięki nieustannej chęci pomocy Sadie i Carterowi, stał się moim ulubionym bohaterem, zaraz za Anubisem ;)

„Dzień dobry – wymamrotałam – Mamy piękny dzień. W kominku siedzi pingwin, jeśli kogoś to interesuje.”

Jak za każdym razem, jestem bardzo podekscytowana po przeczytaniu książki Ricka Riordana. Po prostu ten autor ma wielki talent do wymyślania rewelacyjnej fabuły! Czytając te wspaniale opisane, oryginalne wydarzenia, zastanawiałam się, jak można wymyślać tak idealne rzeczy!? W dodatku pan Riordan… bawi się pisaniem. W każdym rozdziale jest gigantyczna ilość humoru, typowego dla tego autora. Nie ważne, jak poważna jest chwila, pan Riordan potrafi tak idealnie wpleść jakiś dowcip, zabawne spostrzeżenie lub element humorystyczny w postaci chociażby piżamy w pikachu, że jest to wręcz zrobione po mistrzowsku. Takie żarciki nie niszczą powagi chwili, ale przypominają, że mimo wszystko, to jest książka młodzieżowa!

„Wodospad był zaledwie dwadzieścia metrów przed nami. Ręce mi drżały, kiedy wylewałam atrament na paletę pisarską. Jeśli nigdy wcześniej nie używało się przyborów do kaligrafii, stojąc na łodzi, nie jest to łatwe.

- Co ty wyprawiasz? – spytał Carter. – Będziesz spisywać testament?”

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, okładka jak zwykle jest bardzo ładna. Idealnie dobrane kolory pozwalają skupić uwagę na najważniejszych elementach, jednak tak, jak w przypadku „Klątwy tygrysa”, wypukłe napisy, mimo że ładne, nie są mocną stroną okładki. Bardzo podoba mi się to, że na początku każdego rozdziału jest narysowany mały symbol bohatera (Cartera- oko Horusa, Sadie- symbol Izydy). I jeszcze coś… nie mam pojęcia, czy to tylko w drugiej części zrobiono takie cudo, czy było też w pierwszej, ale tego nie dostrzegłam, ale na końcu książki, jest słowniczek egipskich znaków, które zostały użyte w książce oraz spis bogów egipskich i króciutki opis każdego z nich. Po prostu CUDO!!

„Czytałam je już wielokrotnie, ale były tajemnicze i zawiłe, jak podręcznik od matmy.”


Cóż, jestem fanką twórczości Ricka Riordana, więc chyba nikogo nie powinno dziwić to, jak uwielbiam jego książki. Z chęcią poleciłabym je KAŻDEMU (i to robię, ale ciii), ale podejrzewam, że znaleźliby się ludzie, którzy nic ciekawego nie widzieliby w tej książce. Tak więc polecam tę książkę fanom mitologii egipskiej, fantastyki i twórczości Ricka Riordana! (Takim, jak ja :P)
No i przypominam o trwającym konkursie o „Aplikację”!

5 komentarzy:

  1. Może kiedyś uda mi się zapoznać z tą książką.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie skończyłam serii o Percym, ale jak tylko to zrobię to na pewno zabiorę się za tą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, książki nie kojarzę. Jak na razie nie mam ochoty, ale za to bardzo ciekawa recenzja. Takie przygodowe książki są bardzo fajne. To dobrze, że jesteś fanką, ja nie mówię że książka jest zła, tylko nie mam ochoty czytać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam wiele dobrego o Rocku Jordanie, ale do tej pory nie czytałam żadnej z jego książek. W przyszłości nadrobię :)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam, że nie kojarzę tej książki, ale fabuła brzmi naprawdę zachęcająco. Muszę sobie zapisać ten tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, gdy skomentujesz, podzielisz się ze mną swoją opinią dotyczącą danego postu. Lecz proszę, nie obrażaj nikogo :)