poniedziałek, 22 lutego 2016

"Monument 14. Odcięci od świata"- Emmy Laybourne



Tytuł polski: Monument 14. Odcięci od świata

Tytuł oryginalny: Monument 14

Autor: Emmy Laybourne

Wydawnictwo: Rebis

Seria: Monument 14

Ilość stron: 339

Potężne tsunami pustoszy wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nad krajem przetaczają się straszliwe burze, a ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna. Sześcioro licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka mniejszych dzieci po wypadku w drodze do szkoły chroni się w supermarkecie. Wielki sklep szybko staje się jednak zarówno ich schronieniem, jak i więzieniem. Grupka zdanych na siebie, przerażonych, odciętych od świata dzieciaków zaczyna tworzyć małą społeczność: organizują sobie życie, dzielą obowiązki, starsi opiekują się młodszymi, ale też ujawniają się szkolne sympatie, antypatie i skrywane dotąd uczucia, wyłaniają się naturalni przywódcy i ci, którzy chcą skorzystać z sytuacji i trochę się zabawić...
- lubimy czytać

Trylogia „Monument 14” zaintrygowała mnie opisem już dawno temu. Grupka dzieciaków uwięzionych w supermarkecie? Wydawało się znajome, ale to tylko dlatego, że kiedyś miałam sen, w którym byłam uwięziona w Tesco… nieważne! Po prostu temat był oryginalny i to się liczyło, więc z przyjemnością sięgnęłam po pierwszy tom. Czy się zawiodłam?? Zapraszam do rozwinięcia!


„Dwóch postapokaliptycznych nomadów z walizkami na kółkach. Surrealistyczne.”

Pierwszy raz spotykam się z książką, w której jest tylu pierwszoplanowych (bądź drugo) bohaterów. A każdy z nich ma swój własny niepowtarzalny charakter! To zdecydowanie można uznać za plus. Czytelnik może się utożsamić z dowolną postacią, a ja to cenię w książkach. Szczególną sympatią obdarzyłam Jake’a, który z początku był zabawnym, silnym, pomocnym licealistą. To, co się wydarzyło później pominę. Uznajmy po prostu, że wspaniały Jake mocno stracił w moich oczach, mimo że po części go rozumiałam. Kogo jeszcze można znaleźć w supermarkecie? Wiecznie przygotowanego na wszystko Nika, który jest przywódcą idealnym, pomocną Josie z ręką do dzieci, silnego Braydena, który nie zniżył się do poziomu najlepszego przyjaciela, co mnie bardzo zaskoczyło. Do tego Alexa- speca od elektroniki i brata głównego bohatera w jednym, nieco rozpieszczoną, ale dojrzałą (paradoks, nie?) Sahalię, całkowicie niezrozumiałą dla mnie Astrid- dziewczynę Jake’a, no i w końcu głównego bohatera Deana, który chyba odwagę, męstwo i wiarę w siebie schował do kieszeni. Ale nie można zapomnieć, a małych potworkach! Dzieciach… chodziło mi o dzieci. No więc wśród nich jest bardzo pobożny Batiste, hiszpańskojęzyczny Ulysses, przeurocze bliźnięta Caroline i Henry, przezabawny Max i próżna Chloe. Muszę przyznać, że cała czternastka to mieszanka wybuchowa, którą niekiedy trudno mi było znieść i tylko zastanawiałam się, jak oni się nie pozabijają?

„Błysk, bądźmy błyskiem.

Błyszcz, świeć.

Błyszcz, żeby nasze rodziny mogły nas znaleźć

Błysk”

Genialne, genialne, genialne!- taka była moja reakcja po przeczytaniu opisu fabuły książki. Gdy zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać od lektury. Ale im dalej, tym gorzej. Z czasem zaczęło mnie to lekko męczyć. Przez ponad dwieście stron czytelnik nie dostaje nic oprócz opisu normalnego życia prowadzonego w supermarkecie. No błagam, ile można? Miałam nadzieję, że akcja nieco się rozwinie. I rozwinęła… na mniej więcej trzysetnej stronie. Wtedy złapałam się za głowę z nadmiaru informacji! W każdym akapicie działo się tylko rzeczy, że zastanawiałam się, dlaczego autorka nie mogła rozłożyć tego na całą książkę? Wtedy powieść byłaby urozmaicona i z pewnością bardziej interesująca. Ale nie, lepiej zasypać nieświadomego człowieka tyloma… dziwnymi informacjami, że w głowie pojawia się tylko jedna myśl: patologia. I kiedy myślałam już, że będzie ciekawie, że zapowiada się naprawdę fantastyczna druga część trylogii… moje nadzieje zostały pogrzebane żywcem. Ot tak, po prostu. Po zakończeniu zastanawiałam się tylko, co trzeba mieć w głowie, żeby tak zepsuć końcówkę książki? Przy zakończeniu autorka poległa na całej linii…

„Jeśli musisz zasłaniać oczy przed światełkami na choinkę, to z pewnością masz kaca.”

Jednak jest coś, co autorka wymyśliła i nie okazało się całkowitą porażką. A mianowicie ów broń chemiczna z opisu książki. To intrygujące i jej następstwa również są ciekawie obmyślane. Co nie zmienia faktu, że niemożliwe byłoby w prawdziwym świecie. Ale ciekawy pomysł plusuje ;)
Innym plusem jest humor w książce. Nie było go wiele, ale gdy tylko pojawiała się jakaś zabawna sytuacja, płakałam ze śmiechu. Cóż, zdecydowanie coś jest ze mną nie tak, skoro tak uśmiałam się momentami przy książce o apokalipsie…

„Mówiłem tylko to, co już wiedział. Tak się robi, zdobywasz czyjeś zaufanie, zdradzając własne sekrety.”

A teraz ostatni element układanki, a mianowicie okładka! Tajemnicza, mroczna, przyciągająca wzrok, utrzymana w ciemnych kolorach z tylko jednym jasnym punkcikiem. Po prostu IDEALNA. A dodatkowo wspaniałym pomysłem w książce było ponumerowanie dni w książce u dołu strony. Dzięki temu czytelnik może się łatwo zorientować, ile czasu minęło od początku powieści ;)


Mimo wszystko, „Monument 14. Odcięci od świata” nie jest rewelacyjną książką. Może być lekką odskocznią na jeden wieczór, ale zapewniam, że fajerwerków niestety nie doświadczycie.

Fabuła: 2/5
Bohaterowie: 4/5
Oprawa graficzna: 5/5
Styl pisania: 3/5
Suma: 14/20



Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html?showComment=1452000786079#c9077080810783401997

15 komentarzy:

  1. Czytałam dawno temu. Recenzję mam na blogu. Mnie książka ogromnie się spodobała i właśnie mi przypomniałaś, że powinnam nabyć kolejne tomy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę już dość dawno, ale z tego co pamiętam całość naprawdę nieźle wypadła w moich oczach. O ile pamiętam, to nie odniosłam wrażenia nudy podczas lektury. Bohaterowie to jak najbardziej mieszanka wybuchowa!
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli przeciętna młodzieżówka... Miałam na nią ochotę, ale chyba jednak się nie skuszę. :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam na swoje nieszczęście "Monument 14", bo poleciła mi go przyjaciółka, ale się mocno zawiodłam, jak dla mnie ta książka nie była nawet przeciętna tylko po prostu słaba. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że ta książka okazała się kiepska, co prawda okładka cudowna, no ale to niestety nie wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba jednak się nie skuszę, chociaż okladka mi sie bardzo podoba.
    Pozdrawiam
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspominam tę książkę całkiem miło, choć rzeczywiście nie była idealna ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Poluję, ale niestety ostatnio ciągle kupuję coś innego :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Intryguje mnie, chociaż wszędzie widzę takie same recenzje: jest dobra, ale nie rewelacyjna. A ja jednak wolałabym przeczytać coś naprawdę dobrego, nie mam teraz ochoty na przeciętniaki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka już od długiego czasu jest na mojej liście, ale jeszcze nie miałam okazji po nią sięgnąć. Jeśli akcja rozwija się dopiero pod koniec powieści, to nie wiem, czy się na nią zdecyduję. Mogłabym się trochę nudzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam już za sobą całą tą trylogię i dobrze ją wspominam. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale miło spędziłam czas :)
    Nominowałam Cię do TAGu. Więcej informacji na:
    Tagget Book TAG
    Pozdrawiam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Pomysł na książkę wydaje się fajny, na pewno intryguje. Słyszałam jakiś czas temu o tej książce i lubię motyw post-apo, będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Historia faktycznie wydaje się ciekawa, a zarazem skądś znajoma. I nie! To raczej nie dlatego, że śniło ci się Tesco! Książka jest łudząco podobna do GONE, nie uważasz? Tylko tam znikają wszyscy od piętnastki wzwyż, a tutaj dzieciaki zostają uwięzione w sklepie. W każdym razie... Chodzi o to, że dzieci/nastolatkowie muszą sobie radzić sami.
    Wydaje mi się, że taki sam schemat istnieje również w serii książek ,,Jutro", bo tam także podobna rzecz się dzieje. Wnioskuję, że Monument 14 jest połączeniem tych dwóch książek, a zarazem odrębną historią, którą prezentuje nam autorka.
    To źle, że wszystko było zbyt poupychane, szkoda, że pisarka nie umiała odpowiednio rozłożyć wydarzeń...
    W każdym razie, recenzję napisałaś naprawdę fajnie, masz ciekawy styl, sprawiasz, że czytelnik sam chce zawiesić oko na tekście ;) Dobra robota :D
    Pozdrawiam,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dokładnie tak! Dla mnie to swoista kopia Gone, ale faktycznie można to uznać za połączenie Gone i Jutra ;) Ale niezbyt autorce to wyszło xD

      Usuń
  14. Dlaczego konsekwencje po użyciu broni chemicznej są niemożliwe w realnym świecie? ;) Wszystko jest możliwe, lepiej i tym pamiętać...
    Dla mnie Monumnet 14 jest taki sobie. Za dużo podobieństw do Gone i prawie wszyscy bohaterowie mnie irytowali xD Ale może kiedyś przeczytam dalsze części, z ciekawości :P

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, gdy skomentujesz, podzielisz się ze mną swoją opinią dotyczącą danego postu. Lecz proszę, nie obrażaj nikogo :)