sobota, 27 lutego 2016

Znam Ten Motyw! #1- trójkąty miłosne



A oto pierwszy post z cyklu Znam Ten Motyw. Dzisiaj pod lupę wezmę trójkąty miłosne. Co o nich myślę? Z jakich powodów w ogóle powstają? Co jest w nich intrygującego? Jakie są minusy takich relacji? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi poniżej.
Zapraszam do rozwinięcia!





Najczęściej trójkąty miłosne składają się z jednej kobiety i dwóch mężczyzn i na takim przykładzie przedstawię Wam mój stosunek do takich relacji ;)
Zastanawialiście się kiedyś, kto wymyślił pierwszy trójkąt miłosny? Ja tak, ale za nic, nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Takie relacje w książkach są powszechnie znane. Ba! Występują, w co drugiej książce młodzieżowej i może w co czwartej powieści dla nieco bardziej dojrzałych czytelników.  Dla mnie i zapewne wielu z Was są całkowicie naturalnym zjawiskiem.
Jednak co sprawia, że autorzy tak chętnie zamieszczają tę „trzecią” postać w powieści? Według mnie jest wiele odpowiedzi na to pytanie. Może to być spowodowane tym, że autor książki chce nieco ubarwić związek zawarty na kartach powieści – zamieścić taką osóbkę, która zawróci w głowie głównej bohaterce, co sprawi, że w drobnym, często skrzywdzonym i połamanym serduszku protagonistki pojawi się chaos, a czytelnik z jeszcze większym zaangażowaniem będzie śledził te zdumiewające i ekscytujące relacje między poszczególnymi bohaterami. Znowu z innej strony, co, gdy autorowi zmieni się wizja twórcza? Gdy jednak w czasie trwania powieści stwierdzi, że adorator głównej bohaterki jest nieodpowiedni lub źle wykreowany? Oczywiście, będzie starał się naprawić takie uchybienie w charakterze postaci lub po prostu stworzy nową – lepszą. A to, z kim zwiąże się protagonistka, okaże się po wielu stronach łez, rozpaczy, bezradności i ogólnego armagedonu w biednej, nieskalanej mądrą myślą, główce głównej bohaterki. Jednak istnieją też te nieliczne przypadki, gdy od początku książki wiadomo, że będzie jakiś drugi wielbiciel. To sprawia, że obaj konkurenci mogą być dobrze wykreowani, a co za tym idzie, posiadać odmienne charaktery, ażeby główna bohaterka nie miała zbyt łatwego wyboru.
A jakie są plusy i minusy trójkątów miłosnych?
To zapewne zależy, do jakiego z powyższych odłamów się odniesiemy. W pierwszym przypadku zdarza się, że taki powiew świeżości może mieć zbawienne skutki dla książki. W końcu, jeśli powieść nie ma szczególnie porywającej fabuły, pojawienie się kolejnej przeszkody w miłości głównych bohaterów może być naprawdę bardzo interesujące. Ważne, aby taka sytuacja została dobrze przemyślana przez autora. Spotkałam się z książkami, w których drugi wielbiciel został na siłę wepchnięty do książki, tylko po to, aby trochę poirytować zarówno czytelnika, jak i wszystkich bohaterów. Coś takiego z pewnością nie doda powieści fanów, a z pewnością odrzuci dotychczasowych czytelników, którzy posiadają swojego rodzaju radar fałszu i potrafią natychmiast stwierdzić, czy dana relacja jest naturalna czy raczej wymuszona.
Z drugim przypadkiem też już się spotykałam. I bywało, że byłam z tego zadowolona. Czasami, kiedy autor nie zdążył się jeszcze dobrze rozpisać w powieści, można było dostrzec monotonię i nudę wiejącą od wielbiciela dosłownie na kilometr. Po prostu brakło pomysłu na dobry charakter dla takiego pana lub owy pomysł został źle wcielony w życie. W takim wypadku pojawia się drugi adorator – tym razem świetnie wykreowany (w większości przypadków), który natychmiast zdobywa serca wszystkich czytelników. Jednak istnieje również druga strona medalu. Co, gdy w rzeczywistości pierwszy bohater był wspaniały, tylko po prostu znudził się autorce lub nie sprostał jej oczekiwaniom? Z tym się spotkałam i to w jednej z moich ulubionych książek, a mianowicie w: „Mrocznych umysłach [spojler- aby przeczytać, należy zaznaczyć] i to całkowicie mnie załamało. Teoretycznie główna bohaterka nadal była z Panem A, ale zaczęła coraz więcej czasu spędzać z Panem B, tak, że jej chłopak robił tylko i wyłącznie za tło do wydarzeń.
Jednak moim ulubionym trójkątem miłosnym jest ten przemyślany. Kiedy obaj konkurenci są dobrze wykreowani i czytelnik może jasno określić, w którym teamie jest. Ale ja tu widzę minus: zawsze, dosłownie zawsze, główna bohaterka w końcu będzie z tym, za kim nie przepadałam. Przykłady? Proszę bardzo: „Klątwa tygrysa”. Ale oczywiście są też przypadki („Delirium”), kiedy to kwestia, z kim będzie bohaterka, nie zostaje wyjaśniona. Lub takie („Czerwona królowa”), w których główny wielbiciel okazuje się głównym zdrajcą, czy też te („Wybrani”), kiedy protagonistka za żadne skarby świata nie potrafi się zdecydować, kogo kocha. To już całkowite uchybienie w charakterze i za każdym razem, gdy czytam historię miłosną takiego przypadku, wyobrażam sobie słabiutką, bezbronną, niewinną dziewczynkę z twarzą nieskalaną myślą i wzrokiem tęskniącym za rozumem…



Podsumowując, uważam, że trójkąty miłosne to w większości przyjemne i interesujące urozmaicenie fabuły. Oczywiście w przypadku, kiedy to są stworzone mądrze, a nie tylko po to, aby były i zaśmiecały powieść. Lub gdy główna bohaterka wybiera naszego faworyta… ;)
I co? Podobał się post? Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, ale mam nadzieję, że z czasem się wyrobię XD
Wy co sądzicie o trójkątach miłosnych? Lubicie je, czy raczej nie? Dlaczego? I jak sądzicie, kiedy mógł powstać pierwszy przykład takiej relacji??

17 komentarzy:

  1. Unikam raczej młodzieżówek, dlatego nie trafiam na to aż tak często, jak by się mogło to wydawać. Wszystko jest OK, każdy schemat - jeśli jest zrobiony dobrze. Niestety, przy trójkątach łatwo przegiąć i zrobić coś cholernie głupiego.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie się czyta o trójkątach, oczywiście z umiarem, ale sama nigdy w życiu nie chciałabym być uwikłana w coś takiego:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś lubiłam teraz już ich nie trawię. Są prawie w każdej książce -.-
    Pozdrawiam.
    http://life-ishappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja nie trawię trójkątów miłosnych... Pojawiają się teraz praktycznie w każdej książce i to dlatego mnie tak irytują... Rzadko pojawia się taki, którego nie odczuwam, że jest tam wepchnięty na siłę by urozmaicić fabułę :( Czasami obniża to w moich oczach daną pozycję... No cóż... taki już los młodzieżowych książek...

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A w tym, co tworzę ja, trójkąta nie ma :D
    Nie ma i nie będzie :)
    Mnie trójkąty irytują i tylko sprawiają, że na moim czole powstaje pięćdziesiąta zmarszczka...
    Pozdrawiam,
    Isabelle West

    OdpowiedzUsuń
  6. Post bardzo mi się podoba. Również przyjemnie czytało mi się twoje przemyślenia. Jednak wydaje mi się, że w (ksiązka zaznaczona jako 3) jednak na końcu wiemy z kim ona będzie...
    Czekam na więcej twoich przemyśleń :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku ciężko stwierdzić, bo zakończenie było otwarte i nic nie świadczyło o tym, co może być dalej. Sądzę, że to dlatego, aby każdy czytelnik mógł sobie dopasować takie zakończenie, jakie jemu będzie najbardziej odpowiadać :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  7. Trójkąty miłosne są dla mnie nie co wkurzające, bo po pierwsze zawsze główny bohater/bohaterka wybiera nie tą osobę, którą ja po lubiłam. Zazwyczaj jest to ta druga. :/ A po drugie mam dość tego narzekania "kocham cię, ale coś tam coś", albo bycie z jednym, a potem drugim aż na samym końcu wybranie tego jedynego/jedynej.
    Buziaki :*
    Książkowy duet

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety a może i stety mam straszną słabość do trójkątów miłosnych. No i przede wszystkim panikowania gdy bohaterka wybiera nie tego co trzeba :)

    Alex pozdrawia :)
    zksiazkawfotelu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię takie motywy tylko jeśli nie są przesadzone. Czasami bywają zbyt nachalne i niszczą całą fabułę w książce :(
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię je tylko wtedy, gdy wszystko jest dobrze wykreowane, choć nie raz i nie dwa czułam już irytację, czytając po raz kolejny o rozterkach niezdecydowanej dziewczyny. Całkiem nieźle taki wątek rozegrano w serii "Diabelskie maszyny", sama lubiłam również wątek z "Delirium" (tutaj moim faworytem bynajmniej nie był Alex). Niestety w książkach przeważnie pierwszy ukochany głównej bohaterki jest wręcz idealny, potem pojawia się inny facet będący przerywnikiem... A na koniec i tak ona wraca do tego pierwszego :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Przy czytaniu mi się już okropnie znudziły, ale w ostatnio napisanym przeze mnie opowiadaniu też go zrobiłam i w sumie to nawet mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że pojawiają się non stop w książkach New Adult, ja na szczęście tak często na trójkąty nie trafiam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Trójkąty miłosne są już tak oklepanym motywem, że to się w głowie nie mieści. Ogólnie omijam szerokim łukiem książki, które go posiadają - ale czasami, gdy ów trójkąt jest ciekawie skonstruowany to dam się wciągnąć :)

    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie zazwyczaj irytują trójkąty miłosne, bo zawsze trafiam na te nieudane. Myślę, że taki wątek może być całkiem znośny, jeśli jest mądrze stworzony ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawy post. Jednak o ile trójkąty miłosne lubię, wzbudzają emocje i inne skrajne uczucia, o tyle trójkąty seksualne do mnie nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń
  16. Właściwie nie mam nic do trójkątów miłosnych ^_^ Według mnie sa całkiem spoko, ale najgorzej jest, gdy są wepchniete na siłę...wtedy ich nie lubię. :P Jak są dobrze napisane, to ok :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, gdy skomentujesz, podzielisz się ze mną swoją opinią dotyczącą danego postu. Lecz proszę, nie obrażaj nikogo :)