środa, 16 marca 2016

"Angelfall. Penryn i Kres Dni"- Susan Ee



Nie zdajecie sobie sprawy z tego, jaka jestem szczęśliwa. Internet powrócił! Dwóch przepomocnych panów przyjechało, naprawiło i wprawiło mnie to w śpiewny nastrój! Naprawdę, to tylko powrót Internetu po tygodniu, a ja się czuję, jakbym wygrała trzecią wojnę światową. No i z tej okazji postanowiłam nieco nagiąć mój tygodniowy rozkład blogowania i opublikować dzisiaj recenzję ^^ ale od jutra wszystko wraca do normy ;)


Tytuł polski: Angelfall. Penryn i Kres Dni

Tytuł oryginalny: End of Days

Autor: Susan Ee

Wydawnictwo: Filia

Seria: Angelfall (3)

Ilość stron: 363

UWAGA: w recenzji mogą pojawić się spojlery dotyczące poprzednich części!

Po brawurowej ucieczce z gniazda aniołów Penryn i Raffe muszą się ukrywać. Oboje za wszelką cenę chcą znaleźć lekarza, który potrafiłby odwrócić wynaturzone efekty operacji przeprowadzonych przez anioły na Raffem i siostrze Penryn. Ledwie zaczynają szukać wyjścia z sytuacji, Penryn odkrywa zaskakujący sekret z przeszłości Raffego, budząc jednocześnie mroczne, zagrażające wszystkim bohaterom siły. Anioły sprowadzają do świata ludzi apokaliptyczne bestie. Obie strony szykują się do wojny, zawierając nietypowe sojusze i modyfikując strategie. Kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia? Raffe i Penryn zostają zmuszeni do opowiedzenia się po którejś ze stron. Stają przed wyborem: dołączyć do przedstawicieli swoich gatunków albo trzymać się razem.
- lubimy czytać

Sama się sobie dziwię, ile czasu minęło, zanim postanowiłam zabrać się za finałowy tom jednej z moich ulubionych trylogii. No zbrodnia po prostu! Jednak gdy już się przemogłam i zdjęłam z półeczki tej biedny, smutny egzemplarz i zasiadłam z nim do popołudniowego oglądania skoków narciarskich czytania, przypomniałam sobie, za co tak kocham trylogię „Angelfall”, a po zakończeniu lektury, wpisałam ową trylogię na listę ulubionych serii ;)


„Władzę najlepiej sprawują Ci, którzy jej nie pragną.”


Zapewne z recenzji poprzednich tomów wiecie, że jestem pod wrażeniem niemalże wszystkich bohaterów. Autorka świetnie ich wykreowała, każdemu nadała indywidualny charakter i swojego rodzaju realność. Gdy czytałam tę część, miałam wrażenie, że wszystkie te postacie żyją w rzeczywistości. Bowiem każdy bohater ma przeszłość, cel i określoną rolę do odegrania. W powieści Susan Ee nie sposób znaleźć postaci, która byłaby sztuczna lub niepotrzebna. Każda pełni bardzo ważną rolę i jest częścią niesamowitej trylogii. Penryn zawsze zaskakiwała mnie pomysłowością, odwagą i brawurą, jednak w tej części dostrzegłam w niej nieco więcej rozwagi, pewnego rodzaju spokoju, który był bardzo pomocny w wielu sytuacjach i problemach, które wynikły w tej części. Penryn w czasie trwania całej trylogii nie przeszła wyjątkowej metamorfozy. Jedyną zmianą było to, że przestała oceniać wszystko przez pryzmat wyglądu, a zaczęła skupiać się na wnętrzu – w przypadku ludzi – i użyteczności – w przypadku przedmiotów. A najbardziej spodobało mi się to, że w pewnych momentach naprawdę wydawała mi się zwykłą nastolatką, a nie wojowniczką. Oczywiście działo się tak w obecności Raffego, który to, w przeciwieństwie do głównej bohaterki, przeszedł wielką przemianę. Dopiero teraz zauważyłam, ile w nim troskliwości i ciepła, ale tylko dla Penryn. Zdarzyło się kilka takich scen, po których miałam ochotę powyrywać mu skrzydła (auć), ale z drugiej strony, rozumiałam jego wahanie i wątpliwości. Koniec końców okazał się prawdziwym mężczyzną i stuprocentowo zasłużył na mój pełen szacunek. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o bezimiennej matce (trylogia minęła, a imienia nie poznałam!), która swoją… psychopatycznością zdobyła moje serce. Ta kobieta pobiła wszelkie bariery i to w taki sposób, że brak mi słów ;) Dodam jeszcze, że finałowy tom trylogii wprowadził wielu oryginalnych i ciekawych bohaterów, o których chciałabym wspomnieć, ale byłoby to spojlerem, więc sobie daruję ;) Przepraszam!


„Może jestem sentymentalny, ale wolałbym, żebyś pozostała w jednym kawałku.”

Jeśli myślałam, że pierwsza i druga część skrywały wiele tajemnic, to byłam w błędzie. „Penryn i Kres Dni” to taka powieść, w której okazuje się, że tak naprawdę, czytelnik nie wiedział nic o świecie, który poznał. To jeden wielki wstrząs i szok. Niejednokrotnie nie mogłam się nadziwić temu, że bohater, którego uważałam za największego antagonistę, kiedyś był dobry i dopiero okropne wydarzenie, które złamało mi serce na miliard kawałków, zmieniło go nie do poznania. Susan Ee jest mistrzynią w tworzeniu takiej fabuły, aby wszystkie drobne szczególiki łączyły się ze sobą, tworząc misternie splecioną całość. To naprawdę godne podziwu.


„Kto wie, może bycie człowiekiem wymaga pewnej sztuki.”

Zakończenie trylogii nie jest może takim, które łamie serce, ale z pewnością wbija w fotel. Spodziewałam się kilku innych scenariuszy, ale to, co przeczytałam, po prostu mnie zszokowało. W pewnym momencie myślałam, że skończy się to jak „Niezgodna”, ale jednak nastąpił pewien wstrząsający przełom, który zmroził mi krew w żyłach. I dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, jaka więź łączyła Penryn i Raffego. Mimo że archanioł zarzekał się kiedyś, że nigdy nie zrobiłby czegoś podobnego, uczynił to i to tak dobrowolnie i spokojnie, jakby spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Chociaż dla niego to na pewno był wielki cios, przyjął go i zasłużył tym sobie na jeszcze większy szacunek. A samiutka końcówka książki po prostu mnie rozbroiła. Był to pewnego rodzaju happy end, który jednak nie pokazywał wprost, jak zakończy się historia Świata Po. Susan Ee zostawiła lekki niedosyt, który pozwala na snucie głębokich domysłów, co do dalszego losu głównych bohaterów ;)


„Czasami żałuję, że nie mogę odpocząć od samej siebie.”

„Angelfall. Penryn i Kres Dni” to niesamowite zakończenie wspaniałej trylogii, która nieustannie trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się od lektury. Jest pełna miłości, cierpienia, wyrzeczeń i odwagi potrzebnej do osiągnięcia celu.

Fabuła: 5/5
Bohaterowie: 5/5
Oprawa graficzna: 5/5
Styl pisania: 5/5
Suma: 20/20


Ta recenzja bierze udział w wyzwaniach:


10 komentarzy:

  1. Czytałam pierwszą część i na niej chyba zawiesiła się moja przygoda z tą serią, a bardzo chciałabym ją dokończyć ;) I mieć na swojej półce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka wysoka ocena! Mam w planach dopiero pierwszy tom ale skoro zakończenie tak dobre to muszę jak najszybciej sięgnąć po tą serię :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, ale to bardzo chcę poznać serię :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam zamiar przeczytać całą trylogię <3
    Buziaki,
    SilverMoon z bloga Books obsession :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, ale nie czytałam dokładnie ze względu na spojlery :) Mam nadzieję, że szybko przeczytam tę serię! :)
    Subiektywne recenzje

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że udało się naprawić Internet!

    Bardzo podoba mi się Twój sposób oceniania. Wyłuszczone konkretne tematy. Serię kojarzę, ale nie miałam okazji przeczytać. A Twoja ocena jest bardzo zachęcająca. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam pierwszej części, ale mam w planach całą trylogię.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam zamiar poprosić koleżankę o pierwszą część ♥♥
    Słyszałam naprawdę wiele o tej trylogii i już nie mogę się doczekać :)
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam tę serię. Samo zakończenie bardzo mi się podobało, mimo iż w pewnym momencie troszeczkę mi się dłużyło oczekiwanie na finał. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ej, ja właściwie dopiero teraz zauważyłam, że faktycznie nie znamy imienia mamy Penryn xD
    Mi się to zakończenie trochę nie podobało :/ Niby jestem usatysfakcjonowany, ale kurczę... Raffe przecież żyje wiecznie, a Penryn nie :o I co teraz? ;-;

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, gdy skomentujesz, podzielisz się ze mną swoją opinią dotyczącą danego postu. Lecz proszę, nie obrażaj nikogo :)